sobota, 31 sierpnia 2013

FAIL

Ojeju, no co tu dużo mówić. Nie udało się. Rodzina z Saint Louis wybrała kogoś innego i nawet nie raczyła mi tego napisać. Dzwoniła do mnie babka z biura zapytać jak rozmowy, powiedziałam, że jest ok, że czekam na decyzję. Miała do nich zadzwonić i też zapytać jak tam. Wieczorem dostałam od niej wiadomość, że niestety.
Byłam wtedy na imprezie i automatycznie miałam ochotę wrócić do domu, ale uznałam, że muszę to przełknąć i nic nikomu nie mówiłam, bawiłam się dalej. Napisałam o tym tylko kilku osobom, ale nie rozpisywałam się za bardzo. No i wczoraj moja mama w końcu nie wytrzymała i zapytała mnie jak tam, czy pojawił się ktoś nowy, że szkoda, że nie wyszło i w tym momencie tłumiąc łzy od poprzedniego wieczoru nie wytrzymałam i musiałam się wyryczeć.Wiem, że może przesadzam i wiem, że tak ten cały proces wygląda. Problem w tym, że chyba nie jestem jeszcze na tyle odporna psychicznie, żeby mieć do tego dystans, bo postawiłam wszystko na jedną kartę. Nie składałam nigdzie papierów na studia zakładając, że zacznę je w przyszłym roku. Mój wyjazd jest w sumie pod znakiem zapytania. Była to pierwsza rodzinka, potem rozmawiałam jeszcze z dwoma, ale to nie było to. Najsmutniejsze dla mnie jest to, że tak strasznie chciałam do nich jechać mimo tego, że nie miałam samochodu i może nie wszystko było idealne, ale czułam, że mogę się u nich odnaleźć i traktować jak kogoś bliższego niż ludzi, którzy dają mi kieszonkowe i pokój, a ja muszę opiekować się ich dzieckiem.
Dlatego tak bardzo jestem zawiedziona. Ich wiadomość pewnie by mnie też przybiła, ale wolałabym to usłyszeć od nich niż od kogoś, kto w ogóle mnie nie zna i jest tylko pośrednikiem.
Zdaję sobie sprawę, że to dopiero początek i (nie)cierpliwie czekam na kogoś nowego, bo może tak miało być. Ale rozczarowanie, które temu towarzyszy jest okropne.
Staram się mieć do tego dystans, bo teraz nic już nie zrobię, ale gdzieś tam w środku ciągle to we mnie siedzi.

No nic, trzeba żyć dalej i właśnie idę szykować się na koncert, na którym śpiewam. Mam nadzieję, że ostatni w Polsce. ;)

Macie kilka fotek, bo jakoś tak pusto :D








16 komentarzy:

  1. Uszy do góry! Jeszcze wszystko przed tobą, jak nie ci to inni może lepsi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam nadzieję, nie może być inaczej :D
      Dzięki!

      Usuń
  2. Będą kolejne rodzinki! Pojawią się na pewno! Przykre jest to, że Ty czekasz, oczekujesz, żyjesz nadzieją a oni sami nie pofatygowali się żeby się poinformować.

    Wyjazd nie jest pod znakiem zapytania!!! Wyjedziesz! Teraz wiesz jak rozmawiać z rodzinkami, co robić itd To zawsze dodatkowe doświadczenie, na plus.

    A studia nie uciekną!!!!!!!! Ja kończyłam studia w PL i jestem bardzo nimi rozczarowana, żałuję że wcześniej o au pair nie słyszałam. Zawsze do Polski możesz wrócić i je zrobić, jak tak bardzo Tobie na nich zalezy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie martw się :*
    Czekanie jest najgorsze w tym wszystkim, ale dziewczyny mają czasami po kilkanaście rodzinek i w końcu wyjeżdżają do tej swojej perfect i jestem przekonana, że Ty tez znajdziesz niedługo.
    Bądź cierpliwa. Wiem, że to straszne, ale nie ma innego wyjścia.
    Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykro mi, że się nie udało, ale trzymam kciuki, by znalazł się ktoś nowy... Póki co spędzaj dużo czasu z bliskimi, bo gdy znajdziesz Perfect Match i wyjazd będzie pewny, możesz strasznie za nimi tęsknić :))
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale wracać tylko po to bo rodzice chcą? Musisz sama wybrać jakie życie chcesz! Wiem, że to mega trudne jak ma się lat 19. Czy poważni tu chcesz żyć ? Gdzie po studiach, bardzo dobrych studiach dostajesz 1 200 zl i nie masz żadnych perspektyw, no ale masz rodzinę czy wyjechać i korzystać. Nie mówię tu tylko o USA, ale o krajach zachodnich, gdzie masz możliwości i jak chcesz pracować - będziesz! Pamiętaj - istnieja bilety lotnicze, skype itd :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niczego nie zakładaj! Jedź baw się świetnie i zobaczysz co wyjdzie!!!!
    Bardzo mocno trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakbym czytała swoją historię ! Tak samo zakładałam, że za rok pójde na studia, niestety - na pewno już na nie nie pójde, ponieważ o swoje marzenie czyt. USA walczyć muszę ! A ten zawód.. miałam już dwukrotnie i z jedną i z drugą rodziną miałam okolo 5 rozmow, z kazdym członkiem, z ich au pair wszystko i w ostatniej chwili 'jednak chcemy kogoś starszego' ale... nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jestem pewna, że jeszcze będziesz wdzięczna, że tym razem nie wyszlo..bo to co jest dla Ciebie przygotowane, na pewno na Ciebie czeka. W życiu nie ma przypadków. Trzymam kciuki : )

    OdpowiedzUsuń
  8. Nosek do góry! Nim się obrócisz znowu pojawi się ktoś na horyzoncie! Trzymam mocno kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ania, nic się nie martw. Zawsze wychodzę z założenia, że cokolwiek wydarzy się w naszym życiu - dzieje się po coś. Widocznie tamta rodzinka zrezygnowała po to, abyś trafiła na inną, lepszą, doskonałą ! Czekamy zatem dalej na kolejny Twój match ! :)

    Jeśli chodzi o studia, ja osobiście obroniłam się w lipcu i moja mama również miała ogromne ciśnienie na to, żebym od razu poszła na magisterkę. Prawda jest taka, że studia w naszym kraju to jedna, wielka ściema. Oczywiście nie każde i mam ogromny szacunek do ludzi którzy rzeczywiście STUDIUJĄ a nie "studiują". Jednak papierek po nich jeszcze o niczym nie świadczy, niestety ;/ Polska jest wypełniona matołami z milionem tytułów naukowych. Do studiów trzeba dojrzeć, trzeba dobrze poznać siebie, by nie zmarnować tych lat, skoro się już tego podejmuje.
    Rodzice nie rozumieją tego, bo nie uczestniczą w tym systemie tak, jak my. Mają inne wyobrażenie, oparte chyba na stereotypach, że studia trzeba mieć. Owszem, ale takie, jakie do nas pasują. I w czasie, w którym będziemy na to gotowi.
    Moja mama zrozumiała, choć było ciężko. Walcz o wyjazd, bo myślę, że tam otworzą się nam oczy na wiele spraw !
    Powodzenia Ania! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O raaany, Aniu :( nawet nie wiesz jak jest mi przykro :(
    Mi rodzinka też nie daje znać i też chodzę po domu jak jakieś widmo. Babka z agencji wydzwania, ale oni tez nic nie wiedzą od tygodnia.

    Dziołszka, głowa do góry. To raz - życie się nie kończy i jestem przekonana, że jak pojawi się TA rodzinka, to będziesz się śmiała, że dobrze wyszło z rodzinką z St.Louise.
    Dwa - studia są przereklamowane, honey. Mówię Ci to z własnego doświadczenia. A bez względu na to kiedy wyjedziesz do Stanów, to gwarantuję Ci, że będzie to przygoda życia. A studia nie. Moja refleksja, zdania są podzielona, ale na swojej skórze przeżyłam ten marazm :P
    Trzy - jesteś cudowna i tego się trzymamy, ok?

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiem Ci Anuś, że mi też dużo daje ta cała nasza au pairkowa społeczność. Po to jesteśmy, połączył nas w końcu wspólny cel, mimo, że każda będzie go realizować na swój sposób.
    Też mam nadzieję, że będziemy miały okazję się poznać osobiście! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Powiem Ci, że doskonale rozumiem Twoje podejście. Ja co prawda nie miałam jeszcze ani jednej rodziny, ale wiem doskonale, że zareagowałabym tak samo. Człowiek jednak robi sobie jakieś nadzieje i jest później bardzo przykro. Wydaje mi się, że to dobrze, że masz takie ludzkie odruchy. Przynajmniej widać, że Ci to wszystko nie zwisa.

    Jestem pewna, że wszystko się ułoży jeszcze! To po prostu nie byli ci ludzie, którzy są Ci pisani :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie cięzko mieć do tego wszystkiego dystans, ale niestety żeby tutaj przyjechać musisz być bardzo, bardzo silna! Tutaj nikt nie będzie podchodził do Ciebie z takim podejściem z jakim ty podchodzić do tego!! Trzymam za Ciebie kciuki!!!

    P.s. Jestem ciekawa, jak teraz brzmi Twój głos po tylu latach :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Skoro nie musiałabyś jechać daleko,to może się skusisz? :D

    OdpowiedzUsuń