Długo mnie nie było. Nie znaczy to, że w ogóle tutaj nie zaglądam :D śledzę wasze blogi jak tylko mam wolną chwilę. Co u mnie? Zmiaaaaaany, które w skrócie opiszę.
Nie pamiętam na czym dokładnie skończyłam ostatnią notkę, ale zostaję w Polsce w tym roku. Od zrezygnowania rodziny z St. Louis nie miałam nikogo zainteresowanego, w połowie września zaczęłam zastanawiać się jaki jest sens siedzenia bezczynnie. Nie złożyłam papierów na studia, nie miałam pewnego wyjazdu, byłam trochę podłamana, bo nie tak to sobie wyobrażałam, odebrałam to w pewnym sensie jako porażkę, było mi głupio przed samą sobą, że mi nie wyszło. Mam ogromne szczęście, że moi rodzice są tak kochani i powiedzieli, że nieważne co zrobię, oni będą mnie wspierać i nawet jak "stracę dwa lata" (teraz czekam, a za rok Stany) to nic się nie stanie. Powiedzieli, żebym wszystko sobie przemyślała i sama podjęła decyzję. Myślałam o Anglii albo innym kraju Europy, ale w końcu zdecydowałam się na rok zmian w Polsce. Za późno było na podjęcie studiów, ALE w tym roku udało mi się wygrać festiwal piosenki angielskiej, na którym jedną z głównych nagród był darmowy rok w Wyższej Szkole Filologicznej we Wrocławiu. Bezproblemowo zapisałam się na filologię angielską z opcją język+język. I tak oto zaczynam jutro naukę hiszpańskiego z rana aż do popołudnia. Bardzo chciałam uniknąć podjęcia studiów tutaj, ale teraz wydaje mi się, że może to i lepiej. Wyjazd zorganizuję na spokojnie, zacznę szukać rodziny o wiele wcześniej niż teraz i będę na pewno inna, bardziej doświadczona, doroślejsza. Póki co będę szkolić angielski, rozwijać się i czerpać z życia ile tylko mogę. Właśnie oglądam wykład o historii Anglii (e-learning <3) i muszę powiedzieć, że jest bardzo interesujący.. trochę przeszkadza mi w pisaniu notki :D Powinnam też napisać do biura, żeby zablokowali mi konto, bo bardzo mnie rozprasza :D 2 października, przed wyjściem na pierwsze zajęcia, weszłam na pocztę i zobaczyłam nową wiadomość od APiA: "A Host Family is interested in You!" Dostałam też od razu maila od HM. Oczywiście, że weszłam na swój profil i oczywiście wiedząc, że nie powinnam sobie zawracać już teraz tym głowy nacisnęłam "Photos" i ukazała mi się urocza rodzinka 20 minut od Bostonu (chłopiec 4 lata i dziewczynka 6). Przeczytałam list i z wielkim żalem opisałam całą moją sytuację. Potraktowałam to jako kolejną próbę mnie samej. Heh, życie jest naprawdę zaskakujące. Ale to sprawia, że jesteśmy silniejsi.
Co do reszty zmian, to chciałabym dużo. Za dużo. Ogólnie zmieniam tryb i nastawienie do życia. Nie wiem czy będę tu pisać. Miała to być au pairkowa historia, nie pamiętnik. Może wrócę tu w przyszłym roku, żeby dokończyć to, co zaczęłam. Ewentualnie podeślę link do bloga mojego i mojej przyjaciółki, który mamy w planach założyć. Nie wiemy jeszcze o czym dokładnie będzie, zobaczymy ;)
Trzymajcie się! ;)
Nie pamiętam na czym dokładnie skończyłam ostatnią notkę, ale zostaję w Polsce w tym roku. Od zrezygnowania rodziny z St. Louis nie miałam nikogo zainteresowanego, w połowie września zaczęłam zastanawiać się jaki jest sens siedzenia bezczynnie. Nie złożyłam papierów na studia, nie miałam pewnego wyjazdu, byłam trochę podłamana, bo nie tak to sobie wyobrażałam, odebrałam to w pewnym sensie jako porażkę, było mi głupio przed samą sobą, że mi nie wyszło. Mam ogromne szczęście, że moi rodzice są tak kochani i powiedzieli, że nieważne co zrobię, oni będą mnie wspierać i nawet jak "stracę dwa lata" (teraz czekam, a za rok Stany) to nic się nie stanie. Powiedzieli, żebym wszystko sobie przemyślała i sama podjęła decyzję. Myślałam o Anglii albo innym kraju Europy, ale w końcu zdecydowałam się na rok zmian w Polsce. Za późno było na podjęcie studiów, ALE w tym roku udało mi się wygrać festiwal piosenki angielskiej, na którym jedną z głównych nagród był darmowy rok w Wyższej Szkole Filologicznej we Wrocławiu. Bezproblemowo zapisałam się na filologię angielską z opcją język+język. I tak oto zaczynam jutro naukę hiszpańskiego z rana aż do popołudnia. Bardzo chciałam uniknąć podjęcia studiów tutaj, ale teraz wydaje mi się, że może to i lepiej. Wyjazd zorganizuję na spokojnie, zacznę szukać rodziny o wiele wcześniej niż teraz i będę na pewno inna, bardziej doświadczona, doroślejsza. Póki co będę szkolić angielski, rozwijać się i czerpać z życia ile tylko mogę. Właśnie oglądam wykład o historii Anglii (e-learning <3) i muszę powiedzieć, że jest bardzo interesujący.. trochę przeszkadza mi w pisaniu notki :D Powinnam też napisać do biura, żeby zablokowali mi konto, bo bardzo mnie rozprasza :D 2 października, przed wyjściem na pierwsze zajęcia, weszłam na pocztę i zobaczyłam nową wiadomość od APiA: "A Host Family is interested in You!" Dostałam też od razu maila od HM. Oczywiście, że weszłam na swój profil i oczywiście wiedząc, że nie powinnam sobie zawracać już teraz tym głowy nacisnęłam "Photos" i ukazała mi się urocza rodzinka 20 minut od Bostonu (chłopiec 4 lata i dziewczynka 6). Przeczytałam list i z wielkim żalem opisałam całą moją sytuację. Potraktowałam to jako kolejną próbę mnie samej. Heh, życie jest naprawdę zaskakujące. Ale to sprawia, że jesteśmy silniejsi.
Co do reszty zmian, to chciałabym dużo. Za dużo. Ogólnie zmieniam tryb i nastawienie do życia. Nie wiem czy będę tu pisać. Miała to być au pairkowa historia, nie pamiętnik. Może wrócę tu w przyszłym roku, żeby dokończyć to, co zaczęłam. Ewentualnie podeślę link do bloga mojego i mojej przyjaciółki, który mamy w planach założyć. Nie wiemy jeszcze o czym dokładnie będzie, zobaczymy ;)
Trzymajcie się! ;)