niedziela, 6 października 2013

Well, well, well!

Długo mnie nie było. Nie znaczy to, że w ogóle tutaj nie zaglądam :D śledzę wasze blogi jak tylko mam wolną chwilę. Co u mnie? Zmiaaaaaany, które w skrócie opiszę.
Nie pamiętam na czym dokładnie skończyłam ostatnią notkę, ale zostaję w Polsce w tym roku. Od zrezygnowania rodziny z St. Louis nie miałam nikogo zainteresowanego, w połowie września zaczęłam zastanawiać się jaki jest sens siedzenia bezczynnie. Nie złożyłam papierów na studia, nie miałam pewnego wyjazdu, byłam trochę podłamana, bo nie tak to sobie wyobrażałam, odebrałam to w pewnym sensie jako porażkę, było mi głupio przed samą sobą, że mi nie wyszło. Mam ogromne szczęście, że moi rodzice są tak kochani i powiedzieli, że nieważne co zrobię, oni będą mnie wspierać i nawet jak "stracę dwa lata" (teraz czekam, a za rok Stany) to nic się nie stanie. Powiedzieli, żebym wszystko sobie przemyślała i sama podjęła decyzję. Myślałam o Anglii albo innym kraju Europy, ale w końcu zdecydowałam się na rok zmian w Polsce. Za późno było na podjęcie studiów, ALE w tym roku udało mi się wygrać festiwal piosenki angielskiej, na którym jedną z głównych nagród był darmowy rok w Wyższej Szkole Filologicznej we Wrocławiu. Bezproblemowo zapisałam się na filologię angielską z opcją język+język. I tak oto zaczynam jutro naukę hiszpańskiego z rana aż do popołudnia. Bardzo chciałam uniknąć podjęcia studiów tutaj, ale teraz wydaje mi się, że może to i lepiej. Wyjazd zorganizuję na spokojnie, zacznę szukać rodziny o wiele wcześniej niż teraz i będę na pewno inna, bardziej doświadczona, doroślejsza. Póki co będę szkolić angielski, rozwijać się i czerpać z życia ile tylko mogę. Właśnie oglądam wykład o historii Anglii (e-learning <3) i muszę powiedzieć, że jest bardzo interesujący.. trochę przeszkadza mi w pisaniu notki :D Powinnam też napisać do biura, żeby zablokowali mi konto, bo bardzo mnie rozprasza :D 2 października, przed wyjściem na pierwsze zajęcia, weszłam na pocztę i zobaczyłam nową wiadomość od APiA: "A Host Family is interested in You!" Dostałam też od razu maila od HM. Oczywiście, że weszłam na swój profil i oczywiście wiedząc, że nie powinnam sobie zawracać już teraz tym głowy nacisnęłam "Photos" i ukazała mi się urocza rodzinka 20 minut od Bostonu (chłopiec 4 lata i dziewczynka 6). Przeczytałam list i z wielkim żalem opisałam całą moją sytuację. Potraktowałam to jako kolejną próbę mnie samej. Heh, życie jest naprawdę zaskakujące. Ale to sprawia, że jesteśmy silniejsi.

Co do reszty zmian, to chciałabym dużo. Za dużo. Ogólnie zmieniam tryb i nastawienie do życia. Nie wiem czy będę tu pisać. Miała to być au pairkowa historia, nie pamiętnik. Może wrócę tu w przyszłym roku, żeby dokończyć to, co zaczęłam. Ewentualnie podeślę link do bloga mojego i mojej przyjaciółki, który mamy w planach założyć. Nie wiemy jeszcze o czym dokładnie będzie, zobaczymy ;)

Trzymajcie się! ;)

sobota, 31 sierpnia 2013

FAIL

Ojeju, no co tu dużo mówić. Nie udało się. Rodzina z Saint Louis wybrała kogoś innego i nawet nie raczyła mi tego napisać. Dzwoniła do mnie babka z biura zapytać jak rozmowy, powiedziałam, że jest ok, że czekam na decyzję. Miała do nich zadzwonić i też zapytać jak tam. Wieczorem dostałam od niej wiadomość, że niestety.
Byłam wtedy na imprezie i automatycznie miałam ochotę wrócić do domu, ale uznałam, że muszę to przełknąć i nic nikomu nie mówiłam, bawiłam się dalej. Napisałam o tym tylko kilku osobom, ale nie rozpisywałam się za bardzo. No i wczoraj moja mama w końcu nie wytrzymała i zapytała mnie jak tam, czy pojawił się ktoś nowy, że szkoda, że nie wyszło i w tym momencie tłumiąc łzy od poprzedniego wieczoru nie wytrzymałam i musiałam się wyryczeć.Wiem, że może przesadzam i wiem, że tak ten cały proces wygląda. Problem w tym, że chyba nie jestem jeszcze na tyle odporna psychicznie, żeby mieć do tego dystans, bo postawiłam wszystko na jedną kartę. Nie składałam nigdzie papierów na studia zakładając, że zacznę je w przyszłym roku. Mój wyjazd jest w sumie pod znakiem zapytania. Była to pierwsza rodzinka, potem rozmawiałam jeszcze z dwoma, ale to nie było to. Najsmutniejsze dla mnie jest to, że tak strasznie chciałam do nich jechać mimo tego, że nie miałam samochodu i może nie wszystko było idealne, ale czułam, że mogę się u nich odnaleźć i traktować jak kogoś bliższego niż ludzi, którzy dają mi kieszonkowe i pokój, a ja muszę opiekować się ich dzieckiem.
Dlatego tak bardzo jestem zawiedziona. Ich wiadomość pewnie by mnie też przybiła, ale wolałabym to usłyszeć od nich niż od kogoś, kto w ogóle mnie nie zna i jest tylko pośrednikiem.
Zdaję sobie sprawę, że to dopiero początek i (nie)cierpliwie czekam na kogoś nowego, bo może tak miało być. Ale rozczarowanie, które temu towarzyszy jest okropne.
Staram się mieć do tego dystans, bo teraz nic już nie zrobię, ale gdzieś tam w środku ciągle to we mnie siedzi.

No nic, trzeba żyć dalej i właśnie idę szykować się na koncert, na którym śpiewam. Mam nadzieję, że ostatni w Polsce. ;)

Macie kilka fotek, bo jakoś tak pusto :D








wtorek, 27 sierpnia 2013

#3 match i wieeeelki stres

3 rodzinka pojawiła się już kilka dni temu. Mieszkają w Port Washington, NY.
Wydają się bardzo sympatyczni. Mają 3 chłopców (4, 6 i 7 lat) hahaha. są uroczy, ale nieźli agenci. Chyba nadal na mnie czekają, ale potrzebują kogoś pod koniec grudnia, poza tym jakoś tego nie czuję.

W tym momencie, dosłownie, kamień spadł mi z serca. Rozmawiałam z rodziną z St. Louis i naprawdę czuję, że mogłabym się u nich czuć dobrze. Jasne, nigdy nie wiadomo jacy są naprawdę, ale rozmawiałam z dziewczyną z Polski, która była u nich kiedyś i mówiła, że są bardzo w porządku. No i właśnie HM podczas naszej rozmowy powiedziała, że podejmie decyzje w ciągu 2-3 dni, a rozmawiałyśmy w środę chyba. Od tamtej pory się nie odzywali, więc myślałam, że po prostu wybrali kogoś innego, poza tym zniknęli z mojego profilu. Wczoraj okazało się, że pojawili się z powrotem, więc byłam w wielkim szoku. I przed chwilą dostałam wiadomość, że V. miała konkurs taneczny, byli cały weekend w innym mieście i dopiero teraz ma chwilę, żeby napisać.
Ale tak to chyba już jest. My siedzimy w domu i czekamy, sprawdzamy co chwilę pocztę, stresujemy się, a oni po prostu mają co robić haha.
No i tak, wiem, że nie podjęli jeszcze decyzji, więc znowu mam nadzieję, że mam szansę hehehe.
WRACAM DO GRY HAHAHAHA.

Wczoraj rozmawiałam z Nikolą <3 hahaha ta to ma dobrze :D Przy okazji chcę podziękować za wszystko, bo wspierasz mnie od samego początku. TOTALNIE <3

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

pierwsza rozmowa i 2 match

Wczoraj na profilu pojawiła się u mnie druga rodzinka, a raczej samotna mama z dwójką dzieci (dziewczynka 11 lat, chłopiec 8). Mieszkają w Springfield (25 km od Waszyngtonu), Virginia. 
Ja myślałam, że napisałam długi list, ale okazało się, że można jeszcze dłuższy :D Ma to wiele plusów, bo poznałam dużo szczegółów na ich temat. Dzieci bardzo tęsknią za ojcem, który się przeprowadził do innego Stanu i rozmawia z nimi 1-2 razy w tygodniu i przez to ciężko im się skupić, łatwo się poddają i czasami jest ciężko, chłopiec ma podejrzenie ADHD, a z matką nie spędzają jakoś dużo czasu, bo pracuje. HM napisała wszystko szczerze, żeby nie było potem niespodzianek. Pracuje dla National Geographic w Waszyngtonie i z tego co mi się wydaje szykuje się niezły zapiernicz. Napisałam jej krótką wiadomość, a ona odpisała mi znowu esejem zadając przy tym też masę pytań. Na początku myślałam, że coś jej się pomyliło i skopiowała swój list, ale nie :D uczucia miałam mieszane, ale mam ciocię w Stanach i dałam jej ten list, żeby przeczytała stwierdziła, że jakby miała wybór, to na pewno by tego się nie podjeła. Ja mimo wszystko nie nastawiam się tak negatywnie, chcą ze mną porozmawiać, więc umówię się z nimi jak tylko wrócą z wakacji. 
Aleeee potrzebują au pair od 27 grudnia, więc.. dla mnie jest to za późno.

Miałam dzisiaj rozmowę z pierwszą rodzinką (jedna dziewczynka, 7 lat z St. Louis, Missouri). Nie mogłam ich niestety zobaczyć, bo mieli problem z kamerką, ale mają to naprawić. Rozmawiałyśmy jakąś godzinę. I nie spodziewałam się, że po rozmowie będę uśmiechnięta od ucha do ucha. Czekając na HM i jej córkę mówiłam sobie "kurcze.. średnio", jestem po i moje nastawienie mega się zmieniło. Mam wątpliwości, tym bardziej, że to była pierwsza rozmowa z nimi i w ogóle z kimkolwiek. Jak usłyszałam ten charakterystyczny dzwonek skypa myślałam, ze serce mam w głowie tak mi waliło HAHA. Bardzo fajnie nam się rozmawiało, Veronica wydaje się przesłodka, umówiłyśmy się na następną rozmowę we wtorek i mam trochę rzeczy do przemyślenia. Zależy im na tym, żeby była członkiem ich rodziny. Znają trochę słów po polsku, bo mieli kiedyś nanny z Pl. Wyślą mi na nią namiary i na au pair, która teraz u nich jest.
!!! Sami zawożą V. do szkoły i ją odbierają, zajęcia dodatkowe ma blisko domu, a to wiąże się z tym, że nie mam samochodu. Nie wiem co o tym myśleć. HM mówi, że wszystko jest w miarę blisko i mam super połączenia wszędzie. Zapytam o rower haha, ale trochę mnie to zmartwiło mimo wszystko.. co o tym myślicie?
WIELKIM PLUSEM jest to, że chcą mnie jak najszybciej! Już we wrześniu. Nie wiem jak to możliwe, załatwię tak szybko wszystkie papiery? Poza tym nie podjęłam decyzji, będziemy jeszcze rozmawiać, więc dni lecą. Ale przecież tego właśnie chciałam, wylecieć maksymalnie w październiku i czekając na otwarcie roomu wydawało się to niemożliwe. Mam mega mętlik w głowie, 2 dni na przemyślenia. Skoro chcą kogoś tak szybko, nie mogę też długo czekać z decyzją. Nie wiem czy są wymarzoną rodziną, ale wydają się normalni. Znacie może kogoś kto jest/będzie w tym rejonie? Help help help?

Idę spać, bo miałam dzisiaj dzień pełen wrażeń, a jutro też masa rzeczy do zrobienia.
Jak macie jakieś rady, piszcie, na pewno mi się przydadzą i dodadzą otuchy :)

piątek, 16 sierpnia 2013

#1 MATCH!

O MÓJ BOŻE. Kilka tygodniu temu tak marzyłam o tym, żeby w końcu mieć załatwione wszystkie formalności, konto i czekać na zainteresowaną rodzinkę. Czasem nie potrafię się ogarnąć i tak właśnie było z moją aplikacją, ciągle coś musiałam dosyłać, zmieniać, czekałam na interview, potem znowu zmiany, ale w końcu udało się. 3 dni temu dostałam wiadomość, że wszystko zostało zaakceptowane. Oczywiście następnego dnia wchodziłam co pół godziny, żeby sprawdzić czy nie mam żadnej nowej wiadomości. Wczoraj z samego rana pojechałam ze znajomymi na 2-dniowy wypad i nastawiłam się, że to trochę potrwa zanim ktoś się pojawi. Wróciłam jakieś 1,5 godziny temu i pierwsze co zrobiłam oczywiście odpaliłam komputer i JEEEEEEEEST. Nie wiedziałam, że jedno powiadomienie może tak zestresować człowieka haha. Dobra, powiem jak to wszystko wygląda.

Rodzinka wygląda na bardzo sympatyczną. 
On jest prawnikiem, a ona sędzią. Mają jedną córkę (7 lat). Jest mega uroczą blondyneczką! :D Gra na pianinie i tańczy (<3). Są z Saint Louis, Missouri. 

Nie napisali czy mieli wcześniej au pair. O samochodzie też ani słowa, ale wypytam :D
Napiszę do nich zaraz wiadomość. Nie jestem przekonana na 100%, wydają się trochę za bardzo porządni jak dla mnie :D poza tym mam wrażenie, że chcieliby, żebym była z nimi cały czas, ale to pierwszy match. Chcę z nimi porozmawiać, żeby zobaczyć jak to jest i mieć ten pierwszy raz za sobą, bo wiem, że będę się stresować. Tyle na to czekałam, że teraz nie mogę w to uwierzyć..

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA jshdaduasdghuiasdghuiasdghauisdh
Buziaki! ;*

wtorek, 16 lipca 2013

Fiiiiiiiilm

Nareeeeeeszcie nagrałam filmik i właściwie tylko po to piszę. W ostatnim czasie dużo się działo. Spotkałam na imprezie kuzyna po kilku latach i cały czas z kimś się umawiam, żeby nie siedzieć w domu i nie marnować wakacji. Zrobiłam sobie coś z kostką, ale mogę chodzić, także nie jest źle :D
Mam nadzieję, że teraz wszystko pójdzie już z górki.

TUTAJ jest video. Polecam obejrzeć w HD. Jestem baaardzo ciekawa co sądzicie na jego temat. Moje koleżanki powiedziały, że słyszą, że się stresowałam, bo mówię jakoś inaczej niż zawsze haha. Ale nagrałam wszystko praktycznie za pierwszym razem, bez poprawek. Teraz bym kilka rzeczy zmieniła, ale chyba najważniejsze, że już jest gotowy i nie muszę się denerwować.
Czekam na opinie ;)

A TU możecie posłuchać jak śpiewam ;)

Buziaaaaaaaaaksy :*

poniedziałek, 1 lipca 2013

Time to say goodbye

Dzień pakowania, 3 godziny spania i 2 na lotnisku. Jedno z najcięższych pożegnań w moim życiu. Mikki Walker, uczestniczka rocznej wymiany w Polsce, trafiła do mnie przez przypadek. Spędziła w moim domu pół roku i stała się moją siostrą. Pisząc to napływają mi łzy. Od miesiąca unikałyśmy rozmów o jej wyjeździe, wczoraj jednak miałyśmy dzień podziękowań, przeprosin i wspólnych rodzinnych zdjęć. Dzięki niej nauczyłam się wiele o Stanach Zjednoczonych, nauczyłam się być wyrozumiała, tolerancyjna i cierpliwa. Poznałam cudownych ludzi z różnych zakątków świata i to dzięki niej zdecydowałam się na rok w USA. Miałyśmy czasem gorsze dni, siedziałyśmy w osobnych pokojach, nie rozmawiając prawie cały dzień, ale następnego dnia leżałyśmy w jednym łóżku jedząc lody i oglądając filmy. Nie zapomnę rozmów na skype z jej rodziną, babuni, która wysyłała mi różne prezenty i za każdym razem pytała czy przyjadę ją odwiedzić, urodzinową niespodziankę, którą zorganizowała specjalnie dla mnie, ploteczki, pieczenie ciasteczek i słuchanie wspólnie świątecznych piosenek, (nie)zapomniany Sylwester, studniówka z Brazylijczykami, "tak słucham?" kiedy odbierała ode mnie telefon, wzajemne uczenie się języków, Justin Bieber na chatroulette haha, przerabianie ciuchów, lepienie pierogów, amerykańskie pancakes'y z syropem klonowym i nutellą, nasze pierwsze spotkanie.. BLA BLA BLA Nigdy tego nie zapomnę i wiem, że ona też nie. To był cudowny czas. Po powrocie z lotniska poszłam do jej pokoju, gdzie został tylko miś. W domu jest tak cicho i pusto. To takie wzruszające kiedy widzisz spływające łzy po policzkach taty i mamy, którzy traktowali ją jak swoją drugą córkę i mają świadomość, że raczej nigdy już jej nie zobaczą. Oh, koniec już tego użalania się nad sobą. Do usłyszenia! ;)



                           



sobota, 29 czerwca 2013

Let's get it started!



Dzisiaj nadszedł ten dzień! W końcu poważnie zabrałam się za pisanie listu, referencje i wszystko związane z wyjazdem do USA. Marzenia trzeba spełniać. Po miesiącu wakacji i totalnego obijania się, wzięłam się w garść i ruszam do przodu. Na samą myśl o roku w Stanach czuję dreszczyk emocji. Oby tylko wszystko pięknie się potoczyło! Trzymajcie za mnie kciuki! Mam nadzieję, że ten blog stanie się dla mnie motywacją do osiągnięcia zamierzonego celu, a później relacji z tej przygody. Buziaki! ;)